| "grande festa" pod Tomaszowem Lubelskim |
|
Przypomnijmy. Natarcie Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej w dniu 18 września i w nocy z 18/19 września załamało się wskutek uderzenia dużej ilości czołgów nieprzyjaciela z 2 Dywizji Pancernej z Rawy Ruskiej. Z dowództwa armii brygada otrzymała rozkaz wycofania się na pozycje wyjściowe. Zadanie zdobycia Tomaszowa Lubelskiego i otwarcia drogi na Lwów otrzymała teraz większa jednostka, jednostka piechoty - 23 Dywicja Piechoty, w pierwszym rzucie, której pułki 11, 73 i 75 nadchodziły w rejon Tomaszowa. W drugim rzucie miała uderzyć WBP-M uformowana w kolumny marszowe na ciężarówkach na osi Zielone - Tomaszów 1 psk i na osi Józefów – Tomaszów 1psp. Po zdobyciu Tomaszowa przez 23 DP, WBP-M miała szybko na samochodach przejechać przez miasto i wydłużyć natarcie szosą na Bełżec w kierunku ruchu armii. 55 Dywizja Piechoty oraz grupa Sandomierz ppłk. Sikorskiego otrzymały zadanie przejścia jak najszybciej przez Ulów i uderzenia po osi Pasieki – Maziły lub maszerować za 23 DP jeśli Tomaszów zostałby zdobyty. Krakowskiej Brygadzie Kawalerii pozostawiono swobodę w przebijania się na kierunek Hrebenne. W nocy 18/19 września pododziały 1 psk zostały zluzowane przez 11 pułk piechoty płk.Gorgonia, który rankiem 19 września, po opadnieciu mgły, ponowił natarcie na wzgórze 309 i 318 celem poprawienia podstawy wyjściowej do natarcia na Tomaszów. Podobnie jak podczas natarcia 1 psk natarcie 11 pp było flankowane przez Niemców, ogniem z Szarowoli i lasu Dąbrowa. Natarcie uzyskało powodzenie dopiero gdy do akcji wkroczył około południa ( godz 12 -14) 75 pp, który opanował Szarowolę i las Dąbrowa (około godz. 17). 11 pp zdobył wzgórze 309, 318 i Kolonię Rogóźno. W czasie gdy nacierał 11 pp, 1 psk WBP-M uformował się w kolumnę w lesie, tuż przy trakcie wiodacym ze wsi Zielone do Tomaszowa, a jego czoło znajdowało się na wschodnim skraju lasu wsi Zielone. Ustwienie kolumny było następujące: na czele szwadron rozpoznawczy ze sztandarem, za nim pluton przeciwpancerny, radiostacja, poczet dowódcy pułku, szwadron ckm z moździerzami, oraz szwadrony w kolejności 1, 2, 3, 4. Między 2 i 3 szwadronem pozostawiono miejsce dla sztabu armii i dowódcy brygady. Za pułkiem ustawił sie dywizjon rozpoznawczy brygady. Kolumna liczyła około 70-80 samochodów ciężarowych, kilka łazików i 22 motocykli. Długość kolumny wynosiła ok.1,5 km. Scieśnienie kolumny było dość duze mimo nękajacego ognia artylerii. Ilość samochodów ciężarowych była niewielka, ale zapewniała jeszcze możliwość działania pułku jako jednostki zmotoryzowanej.Te pozostałe jeszcze samochody obsadzili najlepsi kierowcy, przeważnie ci, którzy przybyli z ostatniego przydziału. Głownie kierowcy ciężarówek i taksówek z Warszawy. Starzy wyjadacze w swiom fachu w cywilu. Ostateczne rozkazy i decyzje do rozpoczęcia koncentrycznego natarcia na Tomaszów Lubelski przez oddziały zajmujące pozycje wyjściowe j.w. wydał gen. Piskor ustnie, na odprawie dowódców, w dniu 19 września ok. godz.17. Rozpoczęcie natarcia godz. 20. Rozkazy poszły do pododdziałow. Oddziały kolumny północnej 1 psk WBP-M stały z zamaskowanym sprzętem w lesie w pobliżu traktu wiodącego ze wsi Zielone do Tomaszowa. Czoło kolumny na skraju lasu. Zgodnie z rozkazem płk Roweckiego wysunięcie samochodów na trakt rozpoczęlo się o godz. 19 i trwało godzinę. Kolumna przesunęla się około 2 km do przodu i była zobowiązana stać na trakcie w obniżeniu terenu między wzgórzami 309 i 318, w gotowości do ruszenia w każdej chwili. Mimo ostrzału artyleryjskiego kolumna była bardzo zwarta i miała długość nieco ponad.1 km. Przemieszczenie odbywalo się bez żadnych świateł i stosunkowo cicho , z zachowaniem ogromnej dyscypliny. Na trakcie Józefów – Tomaszów ustawiła się druga kulmna WBP-M z żołnierzami 1 psp. Kolumna ta była prawdopodobnie nieco większa. Po tym wprowadzeniu oddajmy głos dowódcy plutonu motocyklistów w szwadronie rozpoznawczym 1 psk WBP-M ppor. Wacławowi Zaleskiemu, naocznemu świadkowi tych wydarzeń. Oto jego relacja: "Co działo się u nas w pułku ? Napięcie i zniecierpliwienie wzrastało dosłownie z minuty na minutę. Tuż po godz. 20.00, po wykonaniu pierwszej części zadania, a więc po ustawieniu gotowych samochodów do ewentualnego ruszenia, oficerowie zgromadzili się przy trakcie na wysokości wzg. 318. Ponieważ dowództwo armii przesunęło się traktem do przodu, rtm. Łukaszewicz (d-ca 1 psk WBP-M – przyp.autora art.) po uprzednim porozumieniu się z płk.Stachowiczem wydał rozkaz podciągnięcia naszej kolumny tak, by czoło znalazło się na skrzyżowaniu drogi Pańków – Pasieki z traktem Zielone Tomaszów. Rozkaz został wykonany w ciągu kilkunastu minut. Około północy przeszło obok naszej kolumny, podążając w kierunku Tomaszowa, kilka czołgów. Rtm. Łukaszewicz nakazał wysłanie ubezpieczeń. Z 1 i 4 szwadronu pod dowództwem ppor. Jana Sokołowskiego i ppor. Jerzego Dobrskiego wyszły piesze ubezpieczenia lewego i prawego boku naszej kolumny.Tył kolumny ubezpieczał zamykałjący ją dywizjon rozpoznawczy. Po chwili staliśmy się świadkami czegoś, co – mimo że wielu z nas brało udział w różnych bitwach wojny światowej i wcale nie mniejszych niż bitwa tomaszowska – pozostanie jednak na zawsze w pamięci jako niepowtarzalne wielkie, a zarazem przerażające widowisko. Żadne uczone rozprawy nie oddają, bo nie mogą oddać, tamtych wrażeń. Lapidarne opisy, jak na przykład: „żołnierze wycofali się z pola walki”, nie odtworzą nigdy klimatu, przeżycia i stanu ludzi, którzy z tego piekła podążali, nie zawsze świadomie, w różne strony, i nie tylko do tyłu. Pierwsze wrażenie to lawina ognia artylerii i pocisków świetlnych. Raptem całe przedpole staje się areną oświetloną przez dziesiątki wystrzelonych przez Niemców rakiet. Jeżeli ktoś oglądał na południu Italii „granda festa”, to tam ilość rakiet była wielokrotnie mniejsza niż ta, którą w innych celach i w innym nastroju można było oglądać teraz. Na odcinku natarcia 11 pułku piechoty ( z Tarnowskich Gór z 23 dywizji piechoty – przyp. autora art.), którego postępy śledzimy z zapartym tchem, palą się domy i drzewa Rogóźna. Niecałe 3 km od nas nacierał 73 pułk piechoty ( z Katowic z 23 dywiji piechoty – przyp. autora art. ) w podobnej scenerii. Palące się zabudowania tomaszowskie powiększały blask. Na przedpolu niemieckim było widno jak w dzień. Ciągły huk wszelkiej broni niemieckiej, wzmacniany ogniem naszej broni, nie pozwalał na jakiekolwiek porozumienie się głosem nawet na bliską odległość. Sceneria rozgrywającego się dramatu była niebywała. Dramaturgii dopełniali ranni, biegnący z pola walki o własnych siłach, ranni wynoszeni przez towarzyszy broni, no i przemykajacesię cienie ludzkie – to ci, którym nerwy odmówiły posłuszeństwa po dwudziestu dniach ciągłej walki i być może przeświadczonych, że to ich bój ostatni. W opracowaniach historycznych nie stosuje się opisów grozy, które mają wpływ na reakcje nawet najmocniejszych charakterów, a szkoda, bo nieraz suche stwierdzenie - „żołnierze 11 pp byli zmęczeni i zaczęli się wycofywać”, może rzucać cień na ich postawę w walce z wrogiem, na ich waleczność. Prawda wynikająca z warunków, w jakich zdarzenie miało miejsce, może być zupełnie inna. Walka, którą bezpośrednio obserwowaliśmy, a więc nacierających piechurów 11 pułku, powoli cichła. Wojsko zaległo w Rogóźnie; niektórzy dostali się do zabudowań Tomaszowa, ale zostali z nich wyparci przez przeciwuderzajacych Niemców. Piechurzy się cofnęli bo siła ognia była nie do wytrzymania. Deprymowała najsilniejszych ludzi. Jest na pewno jakiś kres ludzkich możliwości. My żołnierze 1 pułku strzelców konnych ( z Garwolina z Warszawskiej Brygady Pancerno – Motorowej – przyp.autora art.), byliśmy świadkami natarcia doskonałych żołnierzy 11 pułku i uznajemy w pełni, mimo ich zmęczenia, doskonałą postawę. Były w relacjach takie opinie, że dowódca pułku „wygladał na znużonego”, a w innych, że żołnierze jego „już byli zmęczeni”. Powoli cichły też odgłosy walki z rejonu na północ od Tomaszowa, gdzie nacierał 73 pułk piechoty – a, jak wiemy, walczył na dwa fronty. Od tyłu, z północy, od Tarnawatki przez las Dąbrowa nacierały oddziały 27 dywizji piechoty (niemieckiej – przyp.autora art.), a z przodu mieli przecież silnie bronione miasto. Co się działo na odcinku południowym, wieści nie było. Wiedzieliśmy tylko tyle, że też kolumna samochodów 1 pułku strzelców pieszych ( z Warszawskiej Brygady Pancerno – Motorowej ) czekała za 75 pułkiem (z Chorzowa z 23 dywizji piechoty – przyp. autora art.) na wykonanie skoku na swym motorowym sprzęcie, celem przyłaczenia się w Tomaszowie do brygady i maszerowania dalej na Bełżec i Rawę Ruską. Rozwidniało się, ogień cichł. Od dowódców 11 i 73 pułku piechoty nie było jasnych meldunków. Jest pewne, że natarcia ich nie przyniosły oczekiwanych rezultatów i Tomaszów nie został wzięty. Jesteśmy potwornie zdenerwowani. Tuż koło nas, oficerów 1 psk, na wzg. 318 gromadzi się coraz więcej żołnierzy. Są niecierpliwi – chcieliby jak najprędzej ruszyć do walki, wesprzeć nacierających kolegów. Niepowodzenie wzbudza w nich jakąś chęć odwetu, a przede wszystkim chęć wyrwania się z odrętwienia spowodowanego oczekiwaniem, które nie raniło bezpośrednio, ale na pewno raniło żołnierskie serca."
Opracował: Lucjan Bednarz
na podstawie książki Wacława Zaleskiego p.t.
|